26 października 2020

Pan Zofia uwielbia opiekować się swoimi podopiecznymi. A rodziny chorych uwielbiają ją. Bo potrafi zorganizować materac przeciwodleżynowy i buty ortopedyczne, a w opiekę wkłada całe swoje serce. Wysłucha, pogłaszcze po ręce, a kiedy trzeba przytuli.

Zawsze marzyła, by zostać psychologiem, ale życie ułożyło jej się inaczej.  Kiedy uczyła się w szkole krawieckiej w Warszawie jej ciotka złamała obie nogi i jako bliska krewna to młoda Zosia opiekowała się nią – to były pierwsze kroki w zawodzie opiekunki, choć wtedy jeszcze nie myślała o tym zajęciu na poważnie. Po szkole otworzyła własny zakład krawiecki, wyszła za mąż i tak pewnie by zostało, jednak los zdecydował inaczej. W wieku 30 lat nagle owdowiała, a dwa miesiące później zachorowała jej starsza siostra. I znowu to ona opiekowała się chorą, a było to prawdziwe wyzwanie: śmiertelnie chora siostra przez rok była przykuta do łóżka. Trudne doświadczenia. Dwie śmierci bliskich osób w krótkim czasie, ciężka praca, samotność. Bardzo to przeżyła i ciężko jej było odnaleźć się po tych wydarzeniach.

Opiekunka z morskim patentem

Dopiero po 12 latach znowu ułożyła sobie życie – wyszła za mąż za Niemca i zaczęła zupełnie nowy rozdział. „Mąż był kapitanem statku i ponieważ nie chcieliśmy się rozstawać zaczęłam uczyć się niemieckiego i podjęłam pracę razem z nim na statku – zaczęłam od podstaw i dziś mam patent na prowadzenie statków” – mówi pani Zofia.

Jednak wkrótce i on zachorował i znowu przyszło jej być opiekunką. Kiedy owdowiała po raz drugi uznała, że może to jest jednak jej droga. Zatrudniła się w firmie pośredniczącej w łączeniu rodzin potrzebujących wsparcia w opiece nad bliskimi z wykwalifikowanymi opiekunkami. Pani Zofia przygotowała się do nowego zawodu i tak zaczęła kolejny etap swojego życia.

„Po odejściu moich bliskich okazało się, że taki kontakt z ludźmi równie ciężko doświadczonymi może być sposobem na pustkę i samotność, jakie zagościły w moim życiu” – wspomina laureatka konkursu Opiekun Seniora Roku 2019.

Terapia gratis

Pani Zofia doskonale radzi sobie z opieką nad ciężko chorymi – życiowe doświadczenia sprawiły, że wie czego potrzeba podopiecznym, by mogli możliwie komfortowo przejść przez ten ostatni etap swojego życia. Wie co zrobić, żeby zorganizować materac przeciwodleżynowy, gdzie iść po buty ortopedyczne czy specjalne maty i poduszki dla przewlekle leżących. Ale przede wszystkim potrafi do nich dotrzeć – sprawić, by ci, którzy nie słuchają nawet swojej rodziny, z nią współpracowali. Dali sobie pomóc – co w chorobach demencyjnych nie zawsze jest oczywiste. Szybko okazało się, że jej umiłowanie psychologii doskonale sprawdza się w nowym zawodzie: umiejętność rozmawiania, doradzania, ale przede wszystkim wysłuchania drugiego człowieka jest w tym zajęciu podstawą.

„Kiedy idę do nowego podopiecznego dążę do tego, żeby patrzył mi w oczy. Kiedy złapię z nim kontakt wzrokowy już po pierwszych paru minutach wiem co będzie dalej” – mówi pani Zofia.

Takie podejście sprawia, że chorzy otwierają się przed nią, opowiadają historie swojego życia, zwierzają z rodzinnych sekretów, czasem bardzo intymnych, czasem trudnych, a wtedy spotkania zamieniają się w terapię.

„Nie mają z kim rozmawiać, a ja ich słucham, a jak potrzeba to i przytulę i pogłaszczę po głowie. Taka biedna staruszka też przecież jest człowiekiem, czemu więc miałabym tego nie robić” – uważa opiekunka.

Jedna z podopiecznych czuła się przy niej tak dobrze, że nazywała ją swoją mamą. Ciągle wołała tak do niej i jak mała dziewczynka słuchała się jej, przytulała do niej, szukała kontaktu. Widać było, że znajduje w tej relacji ukojenie. Dla rodziny, której zależało, aby nie oddawać jej do domu starców, to było niezwykle ważne.

Bywają też sytuacje wzruszające. „Jak ta z pewnym panem, który po wylewie nie mógł już mówić, ale kiedy był zadowolony, albo wdzięczny głaskał mnie po ręku. W takich chwilach miałam gule w gardle i z trudnością hamowałam łzy”.

Nie zawsze jest łatwo

Praca opiekunki potrafi być niezwykle satysfakcjonująca, ale trzeba też jasno powiedzieć, że bywa bardzo trudna, wymagająca, a nawet wyczerpująca.

„Miałam podopiecznych, do których musiałam wstawać po kilka razy co noc, znosić specyficzne układy rodzinne, walczyć z uzależnieniami. Prawdziwą gehennę przeżyłam przy staruszku z demencją, który miał urojenia, że jest bankierem – zbierał gazety i papiery, wpychał je do torby i mówiąc, że musi sprzedać akcje wybiegał z  domu, a ja za nim, na przełaj po ulicach cała w strachu, żeby nie potrącił go samochód, żeby nie przewrócił się i czegoś sobie nie złamał” – wspomina.

Przywiązanie niewskazane

Żeby móc zajmować się schorowanym, starszymi ludźmi trzeba mieć odpowiednie cechy charakteru, nie każdy to potrafi, a wyuczyć się tego nie da.  „Podchodzę do nich z sercem, dużo dla nich robię, ale dlatego że to lubię, a nie że muszę. Ważne jest by tym ludziom poświęcać swoją uwagę i czas, a nie mechanicznie ich obsługiwać. Oni czują różnicę. A ja lubię kiedy mój podopieczny jest zadowolony” – mówi opiekunka Promedici.

Przyznaje jednak, że choć opiekuje się swoimi podopiecznymi najlepiej jak potrafi, stara się zachowywać dystans i nie sprawiać by pacjenci zanadto się przywiązywali. Przeżyła kiedyś prawdziwą rozpacz podopiecznego, gdy po wielu miesiącach musiała wracać do domu. To było bardzo trudne przeżycie.

„Lubię swoją pracę i mam nadzieję, że będę mogła to robić jeszcze długo. Dopóki dam radę i będę mogła będę pomagała ludziom. Być może i ja kiedyś będę potrzebowała, a wiem, że wtedy dobro wróci” – podsumowuje pani Zofia.

Zofia Benecke została laureatką konkursu “Opiekun Seniora Roku 2019” w kategorii “Profesjonalny Opiekun”.

Monika Wysocka

Pin It on Pinterest

Share This